Czy to nowa era gigantycznych sterowców?

Sterowiec, który wygląda jak jednostka Zergów, rasy z uniwersum gry StarCraft, odbył swój pierwszy historyczny lot nad niewielkim lotniskiem w środkowej Anglii. Airlander 10 jest pierwszą tak dużą jednostką od czasów słynnego LZ 129 Hindenburga.

Historia sterowców w Wielkiej Brytanii miała również opłakany finał, jak niemieckich Zeppelinów. Zakończyła się w Cardington, niewielkiej miejscowości leżącej siedemdziesiąt kilometrów na północ od Londynu, znanej głównie z tego, że mieści bazę powietrzną Królewskich Sił Lotniczych (RAF).

Gigant Jej Królewskiej Mości

To właśnie w Cardington powstały pierwsze brytyjskie sterowce podczas i po I Wojnie Światowej. Program budowy kolejnych goliatów został jednak zawieszony po katastrofie z 1930 roku, w której zginęło prawie 50 osób, w tym minister lotnictwa Wielkiej Brytanii. Sterowiec R101 by gigantem o długości 236 metrów, obsługiwanym przez 42 członków załogi. Ponieważ zasięg tego monstrum wynosił aż 6,5 tys. kilometrów, planowana trasa przelotu, która wiodła z Cardington do Karachi w Indiach, przez Paryż i Kair, nie była wyjątkowa.

Foto: heavyrock.eu

Brytyjski sterowiec R 101. Foto: heavyrock.eu

Sterowiec oderwał się od ziemi czwartego października 1930 roku, po czym zatoczył koło nad macierzystym lotniskiem, przeleciał nad Londynem, a następnie majestatycznie pokonał kanał La Manche. Kilka godzin później, przelatując na północy Francji, niedaleko miejscowości Allone, potężny R101 niespodziewanie stracił wysokość i zaczął spadać.

Mimo że załoga próbowała ratować statek powietrzny wyrzucając balast, sterowiec wszedł w lot nurkujący i ostatecznie uderzył o ziemię z prędkością ok. 20 km/h. To niedużo, jednak w tamtych czasach sterowce wypełnione były wybuchowym wodorem, dlatego R101 spłonął jak zapałka, dosłownie w kilka chwil. Na miejscu zginęło 46 osób spośród 54 na pokładzie, a kolejne dwie zmarły w szpitalu.

>Upadek Hindenburga

Katastrofa wydarzyła się w nocy i dlatego nie jest tak słynna jak upadek niemieckiego Hindenburga, który spłonął podczas cumowania na lotnisku w stanie News Jersey siedem lat później. Hindenburg płonął na oczach całego świata. Dramatyczny film sprzed 80 lat do tej pory wywołuje niemałe emocje z powodu szybkości z jaką sterowiec znika pożarty przez ogień oraz relacji spikera radiowego, który próbuje ująć w słowa grozę wypadku.

Hindenburg nad Nowym Jorkiem. Foto: By Associated Press via Wikimedia Commons

Hindenburg nad Nowym Jorkiem. Foto: By Associated Press via Wikimedia Commons

Niemiecki sterowiec był gigantem wśród olbrzymów – największy na świecie, wysoki na 12 pięter i długości trzech boisk do piłki nożnej. Ale zawierał także 200 tys. metrów sześciennych łatwopalnego wodoru. Warto przypomnieć, że Hindenburg był w rzeczywistości zaledwie o 9 metrów dłuższy od angielskiego R101. Niestety skończył tak samo, płomieniami rozświetlając niebo nad amerykańskim miasteczkiem Lakehurst i zabijając przy tym 13 pasażerów oraz 22 członków załogi. Katastrofa stała się niezwykle sławna również dlatego, że w hitlerowskich Niemczech przez lata lansowano tezę o zamachu dokonanym przez antynazistów. Głównym orędownikiem tej wersji wydarzeń był kapitan sterowca Max Pruss, szczęśliwie ocalony z pożaru.

Upadek Hindenburga definitywnie zakończył erę wielkich sterowców, ale pamięć o majestatycznych, potężnych statkach powietrznych, nadal nadal w umysłach ludzi, mimo ponurych doświadczeń kolejnych dziesięcioleci, naznaczonych okrucieństwem II Wojny Światowej i strachem Zimnej Wojny.

Amerykański projekt LEMV

Współczesny sterowiec powstał w Stanach Zjednoczonych na potrzeby wojska. Miał być mobilnym, powietrznym punktem obserwacyjnym nad Afganistanem. Amerykańska konstrukcja powstała w ramach projektu LEMV jest właściwie hybrydą, bowiem do startu potrzebuje pasa, podobnie jak samolot.

Airlander 10. Foto: metro.co.uk

Airlander 10. Foto: metro.co.uk

Kadłub sterowca ma długość 92 metrów i jest połączeniem trzech płaskich zbiorników o kształcie cygar. Zamiast łatwopalnego wodoru, wewnątrz zbiorników znajduje się 38 tys. metrów sześciennych szlachetnego, niepalnego helu. Przy okazji warto przypomnieć, że Hindenburg również był konstrukcyjnie przygotowany do wypełnienia helem, ale stało się to niemożliwe przez embargo na ten pierwiastek narzucone przez… Stany Zjednoczone (wówczas jedynego producenta helu na świecie).

Brytyjczycy przejmują projekt LEMV

Współczesny sterowiec został zbudowany z rozmachem, blisko stumetrowy kolor zawieszony na niebie to podobno wspaniały widok, chociaż jest przecież ponad dwuipółkrotnie mniejszy niż jego przodek sprzed 90 lat. Amerykanie zarzucili pomysł wysłania sterowca LEMV do Afganistanu w 2013 roku, zaś statek został zakupiony przez niewielką brytyjską firmę HAV (Hybrid Air Vehicles), której prezes dostrzegł potencjał sterowca i szerokie możliwości w służbie cywilnej.

Sterowiec został przebudowany i dostosowany do nowych funkcji, dostał też nową nazwę – Airlander 10. Co ciekawe, jego macierzystym portem stało się angielskie Cardington, gdzie rozpoczęła się i skończyła historia brytyjskich sterowców sprzed dziesięcioleci. Airlander 10 może przewozić do 48 pasażerów lub 10 ton ładunku przy masie własnej 20 ton. Jednostka może lecieć z prędkością 150 kilometrów na godzinę. Ani możliwości załadunkowe, ani szybkość nie robią wrażenia, ale Airlander spala aż pięciokrotnie mniej paliwa niż samolot i może utrzymywać się w powietrzu do dwóch tygodni.

To właśnie w tych cechach konstrukcji szef Hybrid Air Vehicles, Stephen McGlennan, upatruje potencjału ekonomicznego sterowców. Poza wątkami finansowymi równie silne są emocje, bo mimo nieco odmiennego wyglądu, Airlander 10 to przecież spadkobierca majestatycznych gigantów z lat 30. ubiegłego wieku. Niegdysiejsza idea została zarzucona na wiele dziesięcioleci, a teraz powraca. To budzi dawne obawy ale również nadzieje, tym bardziej na angielskiej ziemi, w tym samym miejscu, gdzie rozpocząła i zakończyła się przygoda Brytyjczyków ze sterowcami.

Airlander 10 wzlatuje w niebo

W ostatnią środę, 17 sierpnia 2016 roku, Airlander 10 wzniósł się powoli w niebo. Dwudziestotonowy kolos może wzlecieć na wysokość blisko pięciu kilometrów, ale jego kapitan nie testował granic możliwości sterowca. MGGlennan uważa, że sterowce wrócą na niebo, bo są tańsze w eksploatacji, nie potrzebują długich pasów startowych, mogą bez problemu pokonywać olbrzymie dystanse i są bardziej „zielone”.

Prezes Hybrid Air Vehicles zapowiada, że wyprodukuje jeszcze większy sterowiec zdolny do przenoszenia 50 ton ładunku, jednak stanie się to najwcześniej w 2020 roku. Być może niemal dokładnie 100 lat po smutnym końcu R101 oraz Hindenburga, równie wielkie, białe statki powietrzne, powrócą na błękitne niebo i będą je przemierzać jak gigantyczne cumulonimbusy…

Podziel się...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn1

Może Ci się spodobać...