Borderlands po polsku, czyli Lo Wang wciąż w formie

Shadow Warrior 2 od Flying Wild Hog to najlepsze, co mogło się przytrafić polskiemu studiu. Gra reprezentuje światowy poziom, oferuje satysfakcjonującą i szybką rozgrywkę, a także pozwala bawić się w kilka osób. To takie Borderlands w japońskich klimatach. Lepsze Borderlands.

Mieczem i piłą motorową

Już w 2013 roku polskie studio pokazało, że w japońskich klimatach czuje się bardzo dobrze. Remake gry z 1997 roku wyszedł nad wyraz dobrze. Dlatego też deweloperzy zdecydowali się na wydanie własnej kontynuacji.

Ta zrywa nieco z charakterystyką jedynki, wprowadzając więcej swobody. Wciąż wcielamy się w cynicznego i bucowatego Lo Wanga, ale twórcy nie prowadzą nas za rączkę. Po przejściu prologu otrzymujemy kilka misji, które możemy wykonywać w dowolnej kolejności, lub nie wykonywać ich w ogóle, skupiając się na wątku głównym.

Fabuła jest w Shadow Warrior 2 jedynie pretekstem do zaserwowania ostrej i bezpardonowej akcji. Nie będzie wielkim spoilerem, jeżeli napiszę, że już na początku w ciele Lo Wanga uwięziona zostaje dusza pewnej dziewczyny. Ten chcąc czy nie próbuje jej pomóc w powrocie do własnej postaci.

20161012181655_1-min

Shadow Warrior 2

Uwięziona w naszym ciele dusza to okazja do wielu zabawnych dialogów, które towarzyszą nam podczas gry. Flying Wild Hog bardzo dobrze wyczuło klimat i zaserwowało sporą ilość prostackich odzywek, idealnie pasujących do Wanga. Nie każdemu jednak przypadną do gustu.

Najważniejszym elementem rozgrywki jest walka, a ta ewoluowała od czasów “jedynki” w dobrą stronę. Większy nacisk położono na starcia za pomocą broni białej. To najbardziej satysfakcjonujący element gry. Przeciąć na pół można dosłownie wszystko. Początkowe minuty w moim wykonaniu były swego rodzaju próbą otoczenia. Które obiekty można obrócić w pył za pomocą miecza? Zdecydowaną większość.

Nie brakuje też broni długodystansowych, karabinów maszynowych, gatling gunów, pił motorowych, rewolwerów, łuków czy specjalnych mieczy, które atakują na odległość wiązką energetyczną.

Shadow Warrior 2

Shadow Warrior 2

Jest tego całe mnóstwo, co przywodzi na myśl wspomniane Borderlands. Szkoda, że większość broni była w moim odczuciu mało przydatna i skupiłem się przede wszystkim na różnego rodzaju mieczach.

W Shadow Warrior 2 dostępny jest system modyfikacji. Broń można ulepszać za pomocą specjalnych klejnotów, które wypadają z wrogów i porozrzucanych wszędzie skrzyń. Można dodać obrażenia od żywiołów czy specjalne efekty, jak np. szybsze przeładowanie.

Dużym problemem jest według mnie ilość ulepszeń. Te wypadają z wrogów hurtowo, a ich przeglądanie w menu nie jest zbyt komfortowe. Przejrzystość interfejsu, a raczej jej brak, to jedna z najsłabszych cech Shadow Warrior 2. W moim przypadku ograniczyłem się do ulepszania najważniejszych sztuk broni, totalnie olewając całą resztę.

Japońska loteria

Twórcy postawili na jeszcze jeden element, za który należy ich pochwalić. Każda lokacja jest generowana losowo z przygotowanych wcześniej bloków. Dzięki temu etapy są za każdym razem inne i nie nudzą się tak szybko. Jest też losowe rozmieszczenie przeciwników.

Co więcej, mapy są całkowicie otwarte. Pójść możemy w dowolnym kierunku, a wykonanie celu głównego przełożyć na koniec. Całość przypomina pod tym względem serię Diablo, która nie nudziła nawet podczas dziesiątego przechodzenia gry, właśnie za sprawą losowości.

Shadow Warrior 2

Shadow Warrior 2

Oczywiście zdarza się, że po raz kolejny przemierzamy podobne miejsce, tego nie można uniknąć. Szczególnie podczas odwiedzin dość specyficznego operatora pewnej stacji telewizyjnej. Można jednak na to przymknąć oko.

Same lokacje są reprezentantem jednego z kilku stylów. Mamy klasyczne feudalne japońskie miasteczka. Są tereny nieco górzyste i leśne. Znajdzie się też futurystyczna, cyberpunkowa metropolia wypełniona członkami Yakuzy i demonami. Na różnorodność nie można narzekać.

Nieźle wypadają przeciwnicy. Twórcy postarali się o bogaty bestiariusz wynaturzeń, począwszy od przerośniętych szczurów, poprzez wielkie mechy i roboty, a na ogromnych i obleśnych gigantach plujących kwasem kończąc. Uczestniczymy też w kilku walkach z bossami, ale nie są one szczególnie emocjonujące.

Razem raźniej

Shadow Warrior 2 na normalnym poziomie trudności zajął mi około 11 godzin. Tyle wystarczy, by przejść grę wraz ze wszystkimi misjami pobocznymi. Nie oznacza to jednak, że to koniec przygody. Rozgrywkę można kontynuować przy wykorzystaniu tej samej postaci, a nawet w trybie kooperacji. Ze znajomymi zabawa jest bardziej emocjonująca i ciekawsza.

Twórcy przyłożyli się też do rozwoju postaci. Za zabijanie wrogów i wykonywanie misji otrzymujemy punkty umiejętności, które możemy przeznaczyć na wzmocnienie niektórych zdolności. Tych ostatnich jest sporo, choć nie wszystkie wydają się być w jakikolwiek sposób przydatne.

Shadow Warrior 2

Shadow Warrior 2

Niektóre umiejętności dają nam nowe ruchy i ataki podczas walki. Jest np. możliwość zniknięcia na kilka sekund, zranienie wszystkich wrogów wokoło czy poczęstowanie ich ścianą energii Chi. W drugiej połowie gry zdobywamy również możliwość włączenia specjalnego trybu gniewu, w którym zadajemy więcej obrażeń.

Wszystko to pozwala zdefiniować własny styl gry. Przykładowo podczas rozgrywki w ogóle nie korzystałem z ukrycia, preferując bardziej otwartą konfrontację. Szeroka dostępność umiejętności umożliwia stworzenie unikalnego wojownika.

Lo Wang na sterydach

Shadow Warrior 2 oferuje naprawdę nieźle wyglądającą oprawę graficzną. Niektóre widoki potrafią zachwycić, choć z drugiej strony projekt wybranych przeciwników mógłby być nieco lepszy.

Shadow Warrior 2

Shadow Warrior 2

Co ważniejsze – gra jest znakomicie zoptymalizowana i pozwala wyciągnąć zadowalający framerate nawet na starszym sprzęcie. I nie mówimy tu o poprzedniej generacji, a o kartach graficznych z 2012 roku (np. GTX 660). Oczywiście w takim przypadku wymagane są pewne kompromisy związane z jakością oprawy, ale i tak należą się słowa uznania.

Czy zatem Shadow Warrior 2 to gra doskonała? Zdecydowanie nie, ale studio Flying Wild Hog wskoczyło na naprawdę wysoki, światowy poziom. Mamy kolejnego producenta gier, którego bez kompleksów możemy wymieniać w jednym ciągu z Techlandem i CD Projekt RED.

Podziel się...Share on Facebook
Facebook
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Może Ci się spodobać...