iPhone SE – Apple, robisz to dobrze

iPhone SE – Apple, robisz to dobrze

Nie lubię Apple’a. Nie jestem jabłkowym hejterem, ale ostatnie dwie generacje iPhone’ów zupełnie mnie do siebie nie przekonały. Teraz jednak kupię „jabłkofon” i już tłumaczę dlaczego.

Daleki jestem od fanbojstwa skierowanego w stronę jakiejś konkretnej marki telefonów. Jak się głębiej zastanowić, to jestem wręcz bardzo nielojalnym klientiem i to zarówno pod względem wyboru producentów telefonów, jak i operatorów. Idę tam, gdzie jest taniej, lepiej, inaczej… Jeśli uwzględnić fakt, że współczesne telefony to w znacznej mierze „składaki” z ogólnodostępnych podzespołów, to logo ma coraz mniejsze znaczenie. Wybieram sprzęt o interesującej specyfikacji i o oprogramowaniu dającym nadzieję na pozbawioną irytacji pracę. No i wybrać też trzeba rozmiar.

Rozmiar ma znaczenie

Jeszcze nie tak dawno temu przodowałem w zachwalaniu phabletów. Pamiętajmy jednak, że pierwszy tego typu telefon na rynku miał ekran 5,3 cala (Samsung Galaxy Note N7000), a więc o przekątnej, która teraz z phabletami nie jest identyfikowana. Telefono-tablet Samsunga pozwolił mi się bez większych strat w ergonomii pozbyć zarówno 4,3-calowego Galaxy SII, jak i 7-calowego tabletu. Błyskawicznie przyzwyczaiłem się do telefonu określanego przez znajomych jako olbrzymi. Do większych telefonów przyzwyczaili się chwilę później wszyscy, a znajomi musieli odszczekać docinki sprzed lat.

Nie da się jednak ukryć, że przy okazji zmienił się sposób korzystania z telefonów. Smartfony przestały być urządzeniami jednoręcznymi i obecnie napisanie wiadomości jedną ręką jest już poważnym wyzwaniem. SMS-y zastąpione zostały komunikatorami i nagle tekstu wysyła się sporo więcej niż przed laty.

Obecnie korzystam z Note’a 4 i Lumii 950 XL – oba telefony mają praktycznie tych samych gabarytów obudowy i olbrzymie, 5,7-calowe ekrany. Co ciekawe, Note 4 waży mniej niż pierwszy z Note’ów z 2011 roku i nie licząc minimalnie większej wysokości, jest mniejszy od 5,3-calowego protoplasty. Jak więc widać urósł ekran, ale nie kosztem ergonomii. Żadnym z powyższych telefonów nie jestem w stanie wygodnie napisać wiadomości jedną ręką w czasie spaceru czy innej czynności. Są zwyczajnie zbyt duże. One wymagają zatrzymania się, odłożenia np. siatki z zakupami i oburęcznego pisania. Taki sposób wprowadzania tekstu jest w ich przypadku szybszy, a przy okazji minimalizuje ryzyko, że telefon nagle spotka się z gruntem.

Samsung Galaxy Note 4 vs. Apple iPhone SE vs. Microsoft Lumia 950 XL

Rozmiar idealny?

W przypadku dużych telefonów najistotniejsze jest jak najlepsze wypełnienie przedniego panelu urządzenia ekranem. W skrócie, szukamy jak najlepszego (czytaj największego) oburęcznego ekranu, ale staramy się przy tym maksymalnie zredukować gabaryty całości.

Przy telefonach jednoręcznych wiele zależy od wielkości dłoni. Chociaż sam nie mam ich małych, górna granica komfortu to dla mnie ekrany o przekątnej 4,6 cala. Sporadycznie zdarzały się też 4,7-calowce, których cały ekran mogłem ogarnąć kciukiem bez kombinowania, ale gruboramkowy iPhone 6s czy kanciasty Galaxy Alpha z 2014 roku do nich nie należą.

Ulga tak, podzespoły nie

Gdy w 2013 roku przesiadłem się na 4,3-calową, opływową Lumię 720 poczułem wielką ulgę. Po serii wielkich telefonów zacząłem zwyczajnie odpoczywać. Premierę Xperii Z1 Compact w 2014 roku przyjąłem oklaskami – był to pierwszy zminiaturyzowany flagowiec (4,3 cala) z Androidem, który w środku miał praktycznie niezmienione podzespoły większego brata. Natomiast Z3 Compact z jesieni 2014 roku była już właściwie idealna, bo do „bebechów” z dużej Xperii Z3 doszedł jeszcze bardzo długi czas pracy.

Za polityką Sony nie podążył nikt. Wszystkie inne mniejsze wersje flagowców okazywały się jedynie żerowaniem na marce. Bez trudu można było znaleźć nawet w ofertach tych samych producentów tańszy, lepiej wyposażony model, który nie miał w nazwie Galaxy S5 czy LG G3.

I nie pomogła nawet premiera iPhone’ów 6. Chociaż wyznaczający trendy Apple jasno pokazał, że modne będzie teraz 4,7 cala, producenci skupili się bardziej na klonowaniu 5,5-calowego wariantu Plus. A nawet jak już była przymiarka do 4,7 cala, to okazywało się, że telefon miał jakieś słabiutkie podzespoły lub dostawaliśmy ostatecznie 5 cali nazywane jakimś cudem kompaktowymi.

Dobre są już tylko duże telefony

Od wielu miesięcy czytam w komentarzach jedno powtarzające się narzekanie: „Ale fajny telefon, tylko dlaczego taki duży?!” Jakiego producenta by nie ruszyć, promowane jest minimum 5 cali, a najlepiej 5,5 cala. Nawet Apple, znany niegdyś z maleńkich telefonów, postanowił je porzucić na rzecz wielkich „kobył”. 4,7 cala w wydaniu Apple’a nie jest kompaktowe, nie wspominając o 5,5-calowych wariantach Plus, które mają dużo większe obudowy niż 5,7-calowe telefony konkurentów. Xperia Z5 Compact – moja ostatnia nadzieja – okazała się w 2015 roku plastikowym paskudztwem, które wygląda zwyczajnie tanio. No i tym sposobem utknąłem na ponad rok z wielkim Note’em 4. Urządzenie jest świetne do testowania aplikacji i gier, ale w terenie niegramotne, nie wspominając o tym, że niezbyt wygodne w kieszeni.

Samsung Galaxy S7 Edge vs. LG G5 vs. Microsoft Lumia 950 XL

Targi Mobile World Congress 2016 jasno pokazały, że małe telefony umarły, a „nowym małym” jest 5 cali. Świetne zdjęcia z maleńkiego telefonu czy filmy 4K stały się dobrem nieosiągalnym. Aż tu nagle…

O iPhone’ie SE wiedzieliśmy wszystko…

Przecieki na temat nowych urządzeń Apple’a to bardzo nośny temat na portalach poświęconych nowym technologiom. Niestety często przecieki mówiły jedno, a na konferencji dostawaliśmy coś zupełnie innego, zwykle gorszego. Tym razem sprawdziło się wszystko, ba nowy iPhone okazał się nawet lepszy niż nieśmiale przypuszczano.

Spodziewałem się okrojonej specyfikacji iPhone’a 6 i przemyconego „badziewia” z iPhone’a 5s, tymczasem Apple ścieśnił jakimś cudem w maleńkiej obudowie podzespoły iPhone’a 6s. I mowa tutaj zarówno o ekstremalnie wydajnym chipsecie Apple A9, aparacie 12 Mpix z filmami 4K oraz nagraniami 240 fps w HD, jak i nawet o 2 GB pamięci RAM. Toż przecież nawet iPhone 6 dostał tylko 1 GB pamięci operacyjnej. Studiując specyfikację przecierałem oczy ze zdumienia. To niemal idealny klon iPhone’a 6s. I to o przeszło 1000 zł tańszy!

Apple iPhone SE - wersje kolorystyczne

4 cale… czy to czasem nie za mało?

Sięgam do szuflady po 4-calowego Samsunga Galaxy Beam – nie no, chyba da radę. Sprawdźmy klawiaturę – i też jest OK. W dłoni znajdzie się przy okazji miejsce na nawet najbardziej siermiężne etui dla telefonu. No a przecież z racji tego, że iPhone SE ma identyczne wymiary z iPhone’em 5s, wybór akcesoriów jest przeogromny i są one tanie.

Wraz z akcesoriami, z iPhone’a 5s przewędrował niestety przedni aparat 1,2 Mpix – bez selfies przeżyję. No i nie ma 3D Touch, czyli aktywowania funkcji przyciskaniem ekranu ze zwiększoną siłą – to też przeżyję. Na osłodę producent obiecuje znacznie dłuższy czas pracy niż na ostatnim 4-calowym modelu – informację przyjmuję z ulgą.

Ale zaraz, iPhone? Serio?

iOS-em byłem zafascynowany za czasów, gdy nad Wisłą mało kto wiedział czym jest iPhone i Apple. Zaczęło się od iPoda Touch (w końcu pierwszy iPhone nie był dostępny w Polsce), potem był iPhone 3G, a następnie 3GS. Do tego momentu Apple’a kochałem, bo i rzeczywiście było za co. Takiego sklepu z aplikacjami nie miał nikt (wcześniej aplikacje kupowało się przeważnie na stronach producentów), nikt też nie oferował równie dobrych ekranów dotykowych oraz takiej płynności menu. Przyszedł jednak Android i rynek zaczął się zmieniać. Równolegle dolar tak zdrożał, że ceny iPhone’ów sięgnęły absurdu. Zamiast na jednego iPhone’a 4, stać mnie było na 2 abonamenty: jeden z flagowym HTC, drugi z pierwszym w historii tabletem Samsunga. Po chwili zawahania postawiłem na tę drugą opcję. I wiem, że wybrałem dobrze. Przynajmniej jak na tamte realia.

Nie do wiary – tani iPhone!

Teraz gdy patrzę na ceny iPhone’a SE – 2149 zł za wariant 16 GB i 2649 zł za opcję z 64 GB pamięci wewnętrznej stwierdzam, że to telefony relatywnie tanie. Tanie jak na Apple’a i na te możliwości. Bo przecież iPhone 6s z 64 GB pamięci wewnętrznej kosztuje o 1050 zł więcej niż 64-gigabajtowy SE. A droższy model oferuje przy tym jedynie lepszą przednią kamerkę i rozpoznawanie siły nacisku ekranu. Reszta specyfikacji jest bliźniacza i w życiu za powyższe funkcje nie dopłaciłbym ponad 1000 zł.

Apple iPhone SE vs. Sony Xperia Z5 Compact

Mogłem wziąć Xperię Z5 Compact, dlaczego tego nie zrobiłem napisałem wyżej (metal > plastik). Innej konkurencji iPhone SE w tym przedziale gabarytowym nie ma (Z5 Compact i tak na siłę dokleiłem).

Rynek jest sceptyczny

Analitycy z KGI oceniają, że sprzedaż smartfonów Apple’a będzie spadać. W tym roku firma sprzedać ma ich poniżej 200 mln sztuk, co oznaczałoby słabszą sprzedaż nadchodzącego iPhone’a 7 niż zeszłorocznych modeli. KGI nie wierzy też, że przedsprzedaż iPhone’a SE w samych tylko Chinach osiągnęła 3,4 mln sztuk – firma analityczna twierdzi, że nie ma na to żadnych dowodów. Z drugiej strony otrzymuję informacje z pierwszej ręki, że w USA zapasy pierwszych partii iPhone’ów SE rozeszły się w sklepach Apple’a w 4 godziny. Później utrudnienia w dostawach są tematem niezliczonej liczby newsów – wariant 64 GB dostępny ma być ponownie dopiero pod koniec kwietnia. Czyli KGI mówi jedno, a rynek coś zupełnie innego.

Jeśli ktoś zapoznaje się systematycznie z wynikami Apple’a to wie, że po pierwsze występują wahania sprzedaży iPhone’ów bezpośrednio związane z cyklem życia kolejnych generacji urządzeń. Po drugie zaś, w wynikach najczęściej roi się od rekordów sprzedaży, a nie spadków.

Niezależnie od tego czy iPhone’a SE traktować należy jako akt desperacji, czy genialną strategię marketingową – mnie nowe urządzenie przekonało do siebie w swych założeniach. I nie tylko mnie.

Apple iPhone SE - multimedia

Rekomendowany wybór?

Nie oszukujmy się, najczęściej powodem wyboru innych telefonów niż iPhone’y jest mniej lub bardziej absurdalna cena tych ostatnich. Pod względem wydajności, designu, zastosowanych podzespołów i materiałów Apple nie ma żadnych kompleksów. Zdarzają się różnego rodzaju wpadki, ale gdyby cena była choć trochę mniejsza, zdecydowanie moglibyśmy je Apple’owi wybaczyć.

Owszem, są tzw. heavy-userzy, którzy lubią dużo grzebać w swoich kieszonkowych komputerkach i z Androida wyciskają siódme poty. Oni stawiają na Androida z racji większych możliwości personalizacji i określonych cech sprzętowych. Osoby te jednak są w zdecydowanej mniejszości. Większość użytkowników potrzebuje sprzętu niezawodnego, a wizyty na XDA-Developers w poszukiwaniu kolejnych wariacji oprogramowania są dla nich czystą abstrakcją. Gdyby więc nie cena, większość osób postawiłaby na wymagającego mniej uwagi ze strony użytkownika iPhone’a.

iPhone’y SE, choć wciąż nie są dostępne dla każdego, kosztują 2/3 typowej dla Apple’a ceny i celują w dolną połówkę segmentu premium. Koszt zakupu przestaje być zatem czynnikiem wykluczającym i można zacząć traktować iPhone’a SE jako alternatywę dla niekoniecznie tańszego Androida. Tak, nawet zagorzali miłośnicy Androida, powinni potraktować niepozorny telefon Apple’a (przynajmniej tym razem) poważnie.

Maleńki SE sprawdzi się zarówno w przypadku osób aktywnie uprawiających sport (wolałbym takie maleństwo na ramieniu w czasie biegania), płci pięknej o drobnych dłoniach, osób poszukujących górnopółkowego uzupełnienia dla głównego telefonu, a także… w zastosowaniach profesjonalnych. W przypadku tych ostatnich na myśli mam szczególnie kręcenie wysokiej jakości filmów. Z masą zaledwie 113 gramów i tak niewielkimi gabarytami, dostajemy łatwy do ustabilizowana niewielkim gimbalem telefon, na którym jesteśmy przy okazji w stanie błyskawicznie obrobić materiał wideo i opublikować tenże w sieci bez udziału komputera.

Obok materiałów 4K, dostajemy tutaj 240 klatek na sekundę w HD i 120 fps w FullHD, pozwalające tworzyć kreatywne sekwencje w zwolnionym tempie. Oczywiście nagrania z telefonu to nie kinowe produkcje, ale pozytywnie zdziwi się ten, kto zobaczy filmy z najnowszych smartfonów – na blogi czy szybkie relacje tyle najzupełniej wystarczy i nie, nie musimy taszczyć ze sobą wielkiej kamery.

Apple iPhone SE - aparat fotograficzny

Niech nie zmylą Was gabaryty! W większości benchmarków iPhone SE wygrywa z Samsungiem Galaxy S7, Xiaomi Mi5 czy nawet iPhone’em 6s. To jeden z najwydajniejszych smartfonów na rynku, a w swoim segmencie gabarytowym jest po prostu bezkonkurencyjny. Mam nadzieję, że androidowa konkurencja spróbuje wysilić się na jakąś odpowiedź. Tak, na małe telefony nadal są chętni… a ci najbardziej wymagający mają do wyboru aktualnie tylko jeden model.


16 odpowiedzi na “iPhone SE – Apple, robisz to dobrze”

          • Tak, ale z zachowaniem zagęszczenia pikseli na tym samym „retinowym” poziomie co w 6s. Różnica jest niezauważalna gołym okiem, w wydajności (na plus dla SE) natomiast owszem.

          • Nie miałem na myśli zagęszczenia i rozdzielczości tylko jakości wyświetlacza. Ta sama jasność i odwzorowanie kolorów co w 6s?

          • iPhone 6s ma ciemniejszy ekran, oba telefony mają natomiast porównywalną czytelność poza pomieszczeniami. To nie jest identyczny ekran z tym w 5s – w SE jest nieco jaśniejszy, choć warto mieć na uwadze, że w iPhone’ie 5 był najjaśniejszy z całej trójki. Pod względem odwzorowania kolorów SE wyprzedza 6s (DeltaE 2,3 vs. 3,6). Gdzie DeltaE do 3 określane jest jako niedostrzegalne odchylenie od wzorca. Mamy więc świetnie skalibrowany wyświetlacz. 6s ma natomiast mniej świecącą czerń, co przekłada się na wyższy kontrast.

          • Wspomniany wcześniej barometr, gorszy kontrast, gorsze kąty widzenia, stary czytnik linii papilarnych.

          • A zdradzisz do czego używasz barometru? Wiesz, wśród nieużywanych czujników to mam u siebie w innym telefonie również czujnik UV czy pulsometr. IMHO nie jest to jakaś kluczowa różnica. Chociaż nie ma tutaj pikseli Dual Domain, z tego co widzę recenzenci kąty widzenia wrzucają do worka zalet. Gorszy kontrast rekompensuje wyższa jasność i lepsze odwzorowanie kolorów. Fakt, czytnik linii papilarnych jest tej samej generacji co w iPhone’ie 6.

  1. Przeszedłem z iPhone 5 na iPhone 6S teraz po 4 miesiącach od przesiadki zastanawiam się czy nie przejść z iPhone 6S na iPhone SE (Czytnik linii papilarnych jest wolniejszy nie wiem o ile, brak 3D Touch da się przeżyć, kamerę do selfie też da się przeżyć bo liczy się ta główna kamera) martwi mnie jego wytrzymałość na wyginanie się nie jest tak mocny jak iPhone 6S

    • W czasie afery z wyginaniem pod lupę wzięto i 5s. Werdykt: nie wygina się. Czytnik linii papilarnych daje radę. Pomimo, że to pierwsza generacja, działa na zbliżonym poziomie do tych w ostatnich Xperiach czy Huaweiu ShotX. Jeśli zeskanujesz sobie obydwa kciuki zmieniając kąt i miejsce nacisku obsługa staje się transparentna. Muszę naprawdę niefortunnie palec położyć gdzieś obok by pojawiła się prośba o powtórzenie próby. Gdy telefon mam w dłoni skuteczność jest bliska 100%, jedynie gdy telefon leży na stole sporadycznie konieczna jest powtórka (pewnie kolejne skanowanie w tej pozycji załatwi sprawę).

  2. 5-calowe ekrany wyparły 4-calówki, bo są dużo wygodniejsze w przeklądaniu internetu, ogladaniu filmów i korzystaniu z aplikacji mobilnych. Na 5-tce też da się od biedy napisać krotkiego sms-a 1 ręką, ale to margines potrzeb. Częściej trzeba napisać dłuższy tekst. Szybciej i wygodniej jest wtedy dwoma rękoma.
    Mi np. gorzej jest pisać 1 ręką na 4-calowych ekranach, bo klawiatara jest za mała i często robią się błędy..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *