Pokemon GO to bubel

Jeśli nie zacząłeś jeszcze przygody z Pokemon GO, odkładasz pieniądze na lepszy telefon, który je obsłuży i z tyłu głowy wiesz, że musisz dokupić powerbank… daruj sobie. Sukcesu Nintendo nie podważam, ale ta gra to bubel, który nie nadaje się do niczego.

Tak, podobnie jak tysiące innych osób w Polsce, uległem pokemonowej modzie. Informację o premierze w USA przyjąłem chłodno, jednak po kilku dniach wiedziałem, że grę muszę zainstalować, by przekonać się o czym w ogóle mowa. Na każdej możliwej stronie o tematyce technologicznej już po tygodniu od premiery pisano o fenomenie. Sam też kilka tekstów na temat Pokemon GO popełniłem. Głównie jednak newsowych, bez zagłębiania się w istotę sukcesu/problemu pokemonów. W końcu byłem zajęty… graniem.

Miłe złego początki

Zaczęło się niewinnie, ba, wstydziłem się chodzić po ulicy z uruchomioną grą, odbieraną przez wszystkich jako produkt typowo „dla dzieci”. No a chodzić trzeba było dużo. W ciągu pierwszych 4 dni przedreptałem 70 km. Pokemony znałem jeszcze z czasów pierwszej gry na Gameboya, a więc sprzed epoki serialu anime, który sprawił, że stały się nagle bardzo dziecinne. Z ulgą zauważyłem, że w Pokemon GO nie ma tej serialowej naiwności, a mechanika gry, chociaż ewidentnie czerpie z pokemonowej franczyzy, mogłaby być na dobrą sprawę zastosowana również do poważniejszych tematów.

O ile w pierwsze Pokemony grali głównie yuppies, o tyle w najnowszą ich odsłonę w USA grają właściwie wszyscy, a w Polsce głównie gimnazjaliści i licealiści. Łatwo więc było początkowo zostać posądzonym o zdziecinnienie. Po wielkiej fali informacji w mediach i wypowiedziach ekspertów, którzy grę głównie jednak chwalili, wstyd był już mniejszy.

O co właściwie w tym chodzi, czyli informacje dla osób, które przespały ostatnie tygodnie

Pokemon GO to gra oparta na rzeczywistości rozszerzonej. Zamiast poruszać naszą postacią strzałkami, musimy wyjść z domu i… naprawdę chodzić. Na rzeczywiste mapy miejscowości nałożone zostały gymy i pokestopy. Pierwsze służą do prowadzenia bitew i treningów oraz do zdobywania złotych monet, drugie służą do zdobywania ekwipunku. Podczas spacerów na ekranie telefonu co chwila zauważamy pokemony. Możemy spróbować je złapać za pomocą pokeballi, a po ich schwytaniu da się je wzmacniać czy nawet ewoluować w coraz to potężniejsze istoty.

Pokemon GO

Istot do odnalezienia jest póki co 150, a podstawową ideą gry jest hasło „złap je wszystkie”. W skrócie mamy do czynienia ze strategiczną grą, w której niestety, ale musimy wyjść z domu. Właśnie ten ostatni aspekt uczynił pokemony popularnym tytułem. Drugim z czynników jest możliwość korzystania z kamerki telefonu w czasie chwytania pokemonów. Istoty nakładane są na obraz z aparatu i… zdjęcia pokemonów w różnych dziwnych sytuacjach zalały tym sposobem Internet. Gdy jednak ktoś zaczyna grać, po kilku chwilach wspomniany tryb wyłącza. Z wygody i oszczędności energii.

Niantic i Nintendo zupełnie nie przygotowali się do premiery

Za produkcję gry zabrał się Niantic, znany wcześniej z bardziej skomplikowanej strategii Ingress (2013) – również bazującej na mapach Google’a. To właśnie z Ingressu trafiły do Pokemonów dodatkowe elementy na mapach. Natomiast powiązanie z Google’em jest o wiele większe niż mogłoby się wydawać. Za Niantic stoi John Hanke, który m.in. stworzył Google Earth i stał na czele dywizji Google’a zajmującej się rozwojem Google Maps czy StreetView. Hanke grę korzystającą z map satelitarnych miał z tyłu głowy zanim jeszcze na rynek trafiły pierwsze iPhone’y.

Pomimo lat przygotowań i ograniczenia dostępności gry do USA, Nowej Zelandii i Australii, już od samego początku Pokemon GO był synonimem awarii. Nie było jeszcze dnia, w którym serwery obsługujące grę by nie padły. Nawet teraz, po globalnym udostępnieniu gry, nie jest ona w pełni sprawna. Dla odciążenia serwerów z gry znikły mapki informujące gdzie złapaliśmy danego pokemona, a do tego nie działa radar pokazujący jakie pokemony odnaleźć można w okolicy.

Awaria tuż po uruchomieniu płatnych elementów

Najszybszy rozwój naszej postaci zapewnia zatrzymanie się na kilka chwil w bliskiej odległości kilku pokestopów, do których gracze doczepili moduły Lure. Zwabiają one na 30 minut wszystkie pokemony z okolicy i zamiast znaleźć jednego potworka co kilkadziesiąt metrów, nie nadążamy z ich łapaniem siedząc sobie wygodnie na ławce. Jeden Lure kosztuje 1 euro, w pakiecie 8 sztuk trochę taniej. Obłożenie 3 pokestopów, to jak nietrudno policzyć 6 euro za godzinę. W początkowych etapach gry można otrzymać ich kilka gratis, później jednak zostają już tylko opłaty.

Pokemon GO - awaria serwera

Gdy po chwili namysłu ekipa odpalała drogocenne moduły często zdarzało się, że nagle nikt nie był w stanie zalogować się do gry. Przez godzinę czy dwie serwery nie wpuszczały graczy. A nawet gdy ktoś się wreszcie zalogował, na mapach brakowało elementów czy nie dało się łapać pokemonów. Przez bity tydzień gra nie działała w Polsce prawidłowo w godzinach 21-24. Nie działała zupełnie, a dodatkowo przestoje zdarzały się i w ciągu dnia.

Oczywiście nikt graczom za zmarnowane Lure’y, Incense’y i Lucky Eggi nie zwrócił opłat, ani też nie przywrócił tych elementów do ekwipunku. Gra też uwielbia zawieszać się gdy pokemon trafi już do pokeballa. Ekran zamraża się i nie wiemy czy rzut był skuteczny. Zostaje restart – jeśli synchronizacja udała się, czasem pokemon trafia do plecaka, zwykle jednak nie ma ani zużytych pokeballi i malinek (ułatwiają złapanie istoty), ani pokemona. Co gorsze, tego typu awarie najczęściej zdarzały się przy tych cenniejszych pokemonach, na które zużyć trzeba było więcej zasobów.

Zombie na rowerach

O ile w sieci nie brakuje zdjęć czy memów przedstawiających graczy Pokemon GO jako zgarbione nad ekranami telefonów zombiaki, o tyle o wiele niebezpieczniejsze są zombiaki na rowerze. A przynajmniej tak wynika z moich obserwacji. Jechać można maksymalnie 10 km na godzinę, inaczej nie są zliczane nasze dystanse. Te ostatnie są istotne, bo najlepsze pokemony dostaniemy nosząc przez 10 km wirtualne jajo w równie wirtualnym inkubatorze.

Młodzież jest leniwa, chodzić nie lubi, ruszyła więc na rowery. W jednym ręku telefon z powerbankiem, druga ręka na kierownicy, twarz skierowana na ekran i te ślamazarne 7-10 km/h, które powoduje, że rower majta się we wszystkie strony. Coś strasznego.

Pokemon GO - Psyduck - źródło: 9to5mac.com

Spróbowałem razu pewnego i ja, przezornie jednak montując telefon w uchwycie na kierownicy. O telefon oraz samego siebie i tak bałem się na drodze, a co dopiero byłoby z trzymaniem go w dłoni (!). Szczęśliwie wibracja przenoszona była na rączkę kierownicy, więc w ekran za dużo patrzeć nie było trzeba. Jednak to tempo… toż to gwałt na tym wdzięcznym, dwukołowym środku transportu. Średnie poniżej 20 km/h nie są dla mnie, a co dopiero poniżej 10 km/h.

Tymczasem na środku Rynku Wodnego w Zamościu co wieczór pojawiała się kilku- czy nawet kilkunastoelementowa sterta rowerów pokemoniarzy.

Wróciłem do chodzenia

Jak wspomniałem wyżej, w ciągu pierwszych 4 dni grania przewędrowałem z pokemonami 70 km. Dodać należy jednak, że gra zarejestrowała tylko niespełna połowę tej odległości. Liczy się tylko dystans z uruchomioną na ekranie grą, nie są zliczane odległości w czasie których odpowiadamy na wiadomość SMS czy szukamy czegoś w Internecie. Telefon musi należeć wyłącznie do Pokemon GO.

Co jednak zrobić, gdy 4 km od naszego domu padną serwery? Czekać aż ruszą, by zliczał się dystans? Zamówić taksówkę, bo iść nie ma sensu? Próbować się zalogować stojąc czy może zmierzając w kierunku domu? To dylematy każdej osoby, która zaczęła grać w tę niewdzięczną grę. Chociaż Pokemon GO pokazuje mi obecnie przemierzone 126 km, to już smartband Samsunga naliczył ich podczas gry około 250. Dziwnym trafem Endomondo nie ma takich problemów z liczeniem jak apka firmy Niantic.

Bez powerbanka nie wychodź – ekran musi świecić

Oddzielnego akapitu wymaga kwestia zużycia energii. Przez Pokemony, iPhone SE skrócił u mnie czas pracy z 2-4 dni do niespełna jednego dnia. Samsung Galaxy S7 Edge wytrzymywał 6 godzin spaceru, a wspomniany iPhone, w zależności od wersji aplikacji i działania serwerów, 4-8 godzin. W Galaxy Note 4 już 2,5 godziny zabawy potrafiło dobić akumulator.

Pokemon Go - zużycie energii

Jest niby funkcja oszczędzania energii, która sprawia, że odwrócony „do góry nogami” ekran przyciemnia się. Niestety powoduje ona u mnie błąd i po chwili w aplikacji przestaje działać dotyk. Ech.

Szybko standardowym wyposażeniem stał się więc powerbank, a taki np. Orange nawet ruszył z pokemonową promocją na powerbanki. W końcu na Pokemonach zarobić chce każdy.

Producent aplikacji obiecuje mniejsze zużycie energii, póki jednak gra nie będzie mogła zliczać dystansów działając w tle czy przy wygaszonym ekranie, nie ma co liczyć na cuda.

Gwóźdź do trumny – pojawiły się boty

Z tygodnia na tydzień serwery gry zaczynają działać coraz stabilniej. Awarie zdarzają się już „tylko” kilka razy dziennie. Co jednak ważne, rzadziej wieczorami, gdy jest czas na grę. Względem tego, co było – nawet chce się grać. A właściwie chciało, bo przyszli ci źli.

Pokemon GO - oszukiwanie emulatorem

Na Allegro pojawiły się oferty sprzedaży kont Pokemon GO. W sumie to nic nowego w świecie cyfrowej rozrywki. Ceny jednak zaczęły szybko spadać za sprawą… emulatorów. Okazuje się bowiem, że można spokojnie zalogować się do gry siedząc przed komputerem (i dokarmiając sadełko). WSAD zamiast nóg, a dla leniwych nawet możliwość zapisania skryptu – nic nie robimy, a kilometry lecą. Odbijamy Gymy, zbieramy ekwipunek, podbijamy levele, myszką łapiemy pokemony (skuteczność o wiele wyższa).

Twórcy gry teoretycznie blokują osoby oszukujące, ale to raptem kilka godzin bez możliwości łapania pokemonów. Mało tego, wyłącznie jeśli postanowimy się teleportować po całym świecie. Jeśli zatrzymamy się w jednej miejscowości i będziemy udawali normalne chodzenie po mieście, nikt się do nas nie przyczepi. Co w tym złego pytacie?

Przejmowanie Gymów straciło sens

23. poziom w grze, jako osoba pracująca, udało mi się w pocie czoła uzyskać po 2 tygodniach zabawy. Znam licealistów, którzy mają teraz wakacje, grają dłużej i mimo to są na niższym poziomie. Tak, gra wciągnęła mnie bardzo :-).

Wczoraj jednak spotkała mnie niemiła niespodzianka. Gdy podszedłem do jednego z Gymów, by przejąć nad nim kontrolę, nagle ktoś dołączył do walki. Rozglądam się wokół i nikogo nie widzę. Miejsce było to specyficzne – podejść trzeba było blisko, ukryć się nie było gdzie. Gracz miał 32. poziom, właściwie nieosiągalny przez piesze wędrówki w tak krótkim czasie. Po chwili ów duch teleportował się do kolejnego Gymu i tak jeden za drugim przejął niemal wszystkie w mieście, co normalnie wymagałoby kilkugodzinnego spaceru.

Każdy przejęty Gym daje po 21 godzinach 10 złotych monet, jednak nie więcej niż 100 na dobę (o wartości 1 euro). Oszuści zrzucając prawdziwych graczy z przejętych wieżyczek skazują ich na płatności w grze.

Pokemon GO - Poke Coins

Warto przy tym dodać, że o ile dobrnięcie do 20. poziomu idzie sprawnie (bez trudu da się zrobić 2 czy nawet więcej leveli dziennie), o tyle już później zaczyna się katorga. Zamiast 25 tys. punktów XP wymaganych do przejścia z 19. na 20. poziom, 22. wymaga 75 tys., kolejny 100 tys., a np. przeskok z 32. poziomu na 33. to absurdalne 750 tys. punktów doświadczenia.

Pokemon GO - poziomy

Gdy rano zerknąłem na przejęty przez ducha Gym, duch zmienił już poziom z 32. na 33.

Niantic ma graczy w głębokim poważaniu

Nie da się obecnie skutecznie zgłosić oszustów, ci zaś sprzedają na aukcjach konta za śmieszne pieniądze i Pokemon GO błyskawicznie przestał być grą fair. Nie wiesz czy walczysz z prawdziwym graczem, czy z komputerowym oszustem, a zdobyte w pocie czoła doświadczenie i pokemony zdewaluowały w zastraszającym tempie.

Pokemon GO

Zamiast zabrać się za nieuczciwych graczy, niedziałające elementy gry i poprawę działania serwerów, twórcy uruchamiają tytuł na kolejnych rynkach i szybko monetyzują swoją inwestycję. Mydlą oczy nadchodzącą możliwością wymiany pokemonów z innymi graczami (kolejna furtka do oszustw) czy zwiększeniem liczby dostępnych pokemonów. Ale nie oszukujmy się, to co trafiło na rynek to niedziałający bubel. Produkt z wielkim, zmarnowanym potencjałem. Ktoś bardzo spieszył się z premierą, a po początkowym boomie coraz więcej osób zaczyna obrażać się na twórców.

Sam też mam wielki żal. Do gry namówiłem wiele osób, które dzielą się teraz ze mną na równi radosnymi momentami z gry i momentami pełnymi irytacji. Co mniej wytrwałe osoby dały już sobie spokój z Pokemon GO.

Formuła gry wyczerpała się

Obecna formuła gry wyczerpuje się około 20. poziomu. Nie uwzględniając przy tym nawet pokemonowej szarej strefy, po prostu nie ma już co robić. Zdobywanie kolejnych poziomów wymaga więcej wysiłku i daje mniej bonusów niż przy wcześniejszych zdobyczach.

O ile wdzięczny jestem twórcom za „2 tygodnie nóg”, które zrobiłem nie na siłowni, tylko na świeżym powietrzu, to już o wiele mniej chce mi się chodzić z pokemonami niż na początku. Zamojski Rynek Wodny, na którym najłatwiej było łapać pokemony, odwiedza już nie 50 osób na raz, tylko zwykle kilka – kilkanaście. Nawet, gdy Lure’ów zamontowanych jest komplet. Czar chyba prysł.

Pokemon GO - Pokemon GO - Steve Cutts

Nie, nie skreśliłem jeszcze zupełnie Pokemon GO. Gra przestała już jednak być moim codziennym rytuałem. Z oszustami nie ma sensu ścigać się, mniej u mnie już też samozaparcia przy próbach ponownego zalogowania się do gry, gdy padną serwery. Nie wiem na co teraz bardziej należy czekać – na działającą platformę czy na dodatki, które pewnie znów tę platformę położą.

Jeśli natomiast dopiero zabierasz się do tematu Pokemon GO, odpuść sobie. Przynajmniej na tę chwilę szkoda nerwów.

Źródła zdjęć: własne zrzuty ekranu, galeria Steve’a Cuttsa, 9to5mac.com, Niantic

Podziel się...Share on Facebook
Facebook
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Może Ci się spodobać...